Banner

Chleb, którym trzeba się dzielić, ks. Henryk Sławiński


„Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba...”

Serial Polskie drogi utrwalił scenę z wieśniaczką, która wyszła do żołnierzy z chlebem w rękach, a mimo to została zastrzelona. Scena – symbol pacyfikacji Zamojszczyzny. Pocisk przebił chleb, który dla Polaków przedstawia wartość symboliczną, graniczy ze świętością. W wielu domach przed ukrojeniem pierwszej kromki, kreśli się na bochenku znak krzyża. Gdy kromka upadnie na ziemię, podnosi się ją i całuje. Chlebem i solą wita się dostojnych gości oraz nowożeńców rozpoczynających nową drogę życia. W dawnej Polsce uważano, że panna nie nadaje się do małżeństwa, dopóki nie potrafi upiec chleba. Sienkiewicz opisywał losy Polaków, którzy przemierzali ocean za chlebem. Emigrant Cyprian Kamil Norwid zostawił słowa, których polska młodzież z dumą uczy się na pamięć: „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba / Podnoszą z ziemi przez uszanowanie / Dla darów Nieba… / Tęskno mi, Panie...”. Władysław Bełza napisał Abecadło o chlebie, Leopold Staff – wiersz pod tytułem Chleb. Chleb stał się głównym motywem kolędy Kajetana Kraszewskiego, Pieśni o domu Marii Konopnickiej, a także pieśni biesiadnej Michała Bałuckiego Góralu, czy ci nie żal. Wybitni polscy artyści malowali chleb, czego przykładem jest Wigilia na Syberii Jacka Malczewskiego. W wielu kościołach znajdują się specjalne skarbony, do których można wrzucać ofiary na chleb św. Antoniego, czyli chleb dla potrzebujących.

Rozmnożenie chleba wyrazem troski Boga o ludzi

Chleb jest także symbolem troski Boga o człowieka. A Bóg okazuje ją, posługując się ludźmi. Gdy pewien człowiek przyszedł do proroka Elizeusza z darem dwudziestu bochenków jęczmiennego chleba, prorok polecił rozdzielić je między stu ludzi. Bochenki były małe, więc ofiarodawca obawiał się, że nie starczy dla wszystkich. Prorok jednak przekonywał, że Pan Bóg sprawi, iż ludzie nie tylko się nasycą, ale jeszcze pozostawią resztki (por. 2 Krl 4,42-44).

Tym, którzy znali ów epizod z życia Elizeusza, łatwo było skojarzyć go z rozmnożeniem chlebów przez Pana Jezusa, a jednocześnie dostrzec ogromną różnicę w proporcjach. Elizeusz rozdzielił dwadzieścia chlebów jęczmiennych wśród stu ludzi, a Jezus pięć bochenków wśród pięciu tysięcy mężczyzn, a z kobietami i dziećmi ludzi mogło być nawet dwadzieścia tysięcy, a pomimo to zebrano jeszcze dwanaście koszy ułomków. Po co komu te okruchy? One świadczą o ogromnej obfitości Bożego obdarowania. Świadczą, że w sposób dosłowny zrealizowały się słowa psalmisty: „Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie, / a Ty karmisz ich we właściwym czasie. / Ty otwierasz swą rękę / i karmisz do syta wszystko, co żyje” (Ps 145,15-16).

Hojność Chrystusa jest ogromna. Zwracał się On do rzeszy niemal tak licznej, jaką mógł pomieścić teatr w Efezie i czterokrotnie większej od tłumu mieszczącego się w teatrze w Sefforis, głównym mieście Galilei. W celu nakarmienia tylu ludzi trzeba by było wydać dwieście dniówek niewykwalifikowanego robotnika. Ci zaś, którzy jedli chleb, zgodnie z rzymskim zwyczajem zostawiali część potraw, by dać do zrozumienia, że otrzymali więcej jedzenia, niż potrzebowali. Mogliby powtórzyć Jezusowi słowa: „Otwierasz rękę, karmisz nas do syta” (por. Ps 145,16).

Ani cud zdziałany przez Elizeusza, ani rozmnożenie chleba przez Jezusa nie zostały zdziałane z niczego. I Elizeusz, i Jezus posłużyli się odrobiną dostarczoną przez ofiarodawców. Pokazali, że gdy człowiek dzieli się z innymi tym, co posiada, Bóg wielokrotnie pomnaża ofiarowane dary. Człowiek może narzekać, że to, co ma, to zbyt mało, ale może też wykorzystać to, co ma, by podzielić się z innymi, jak uczynił to chłopiec, który miał pięć chlebów i dwie ryby (por. J 6,9). Malkontenctwu Filipa i Andrzeja przeciwstawiona została gotowość chłopca do podzielenia się z innymi. Dał wszystko, co miał. Nie zatrzymał dla siebie ani chleba, ani rybki. Nie można wykluczyć, że gest dzielenia się z innymi skłonił wszystkich, by postąpić podobnie, by każdy podzielił się tym, co miał ze sobą. To, co człowiek może uczynić sam z siebie, nigdy nie wystarcza, ale człowiek i Pan Bóg mogą wszystko.

Chleb na życie wieczne

„Ty otwierasz swą rękę, Panie, i wszystko, co żyje, nasycasz do woli” (Ps 145,16).

Nieprzypadkowy jest opis gestów Pana Jezusa, który „wziął chleb i, odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym” (J 6,11). Opis ten poprzedza niemal dosłownie gesty i słowa ustanowienia Eucharystii. Skoro Jezus mógł rozdzielić chleby tak, by nasycić głód wszystkich, którzy słuchali Jego nauki, potrafi też dać siebie w darze Chleba Eucharystycznego. Jeśli mógł cudownie zaspokoić głód ciała, może też zaspokoić głód dusz. Dlatego śpiewamy: „Panie, dobry jak chleb, bądź uwielbiony od swego Kościoła”. Ty karmisz nas i uczysz, byśmy i my dostrzegali swe możliwości i dzielili się tym, co posiadamy. Nikt nie jest tak biedny, by nie mógł podzielić się z innymi, choćby uśmiechem, modlitwą albo cierpieniem.

Bądźmy dobrzy jak chleb

Każdy, kto w drodze na Giewont odwiedził pustelnię na Kalatówkach, zetknął się z pamiątkami po św. Albercie Chmielowskim – malarzu, przyjacielu biedaków i założycielu schronisk dla nich. Jednym ze „skarbów”, jakie po sobie zostawił ten święty, jest cześć dla chleba. Zasłynął słowami: „Powinno się być dobrym jak chleb. / Powinno się być jak chleb, / który dla wszystkich leży na stole, / z którego każdy może kęs dla siebie ukroić /  i nakarmić się, jeśli jest głodny”. Gdy św. Albert odwiedzał zamożnych ludzi w Krakowie, wśród których miał wielu znajomych i przyjaciół, aby poprosić o datki dla swych podopiecznych, w podziękowaniu zostawiał chleb. Chleb jednoczy. Wypiekany jest z wielu ziaren. I my, uczniowie Chrystusa, stanowimy jedno ciało. Ożywia nas jeden Duch, łączy jeden chrzest, jedna wiara, jeden Pan i jeden Bóg. Jesteśmy wezwani do wzajemnego znoszenia siebie z cierpliwością, miłością i troską (por. Ef 4,1-6), aby nikt pośród nas nie umierał z głodu chleba i miłości. Amen.